Szybki Zenek cz. 2

Szybki Zenek i dżinów dwóch

Szybki Zenek wrócił z pracy i z niepokojem zauważył imbryk na komodzie. Zaraz, zaraz to jednak nie był sen?- zaniepokoił się Szybki Zenek. Rozejrzał się po pokoju… Dżinn siedział na wersalce i ziewał. Zaskoczony Szybki Zenek próbował się wycofać, ale niestety. Za plecami pojawił się drugi dżin.
– Co u licha? – pomyślał i klapnął na krzesło.
– Cześć kolo – odezwał się pierwszy dżin – jest mały problem z twoim autem.
Szybki Zenek, mając nadzieję, że to jednak sen, zebrał się na odwagę i powiedział:
– No wiesz, jakby to powiedzieć, nie musisz się fatygować. Obejdę się bez samochodu. W końcu jeżdżę komunikacją całe życie.
-Heniek – odezwał się drugi dżin – koledze brak zaufania do nas.
Pierwszemu dżinowi para poszła z uszu, majtnął nad imbrykiem i objawił się nad Zenkiem.
– Słuchaj kolo – chrząknął niepewnie – to twoje audi, no tego… masz tu kwit na niego.
– Kwit? – Szybki Zenek rzucił okiem na świstek papieru – To jest mandat za złe parkowanie i rachunek za odholowanie na policyjny parking. – I co może mam zapłacić? W dodatku za nie swój samochód? – jęknął.
– No wiesz, zawsze są jakieś koszty – skwitował flegmatycznie dżinn i podrapał się w ucho – To ja spadam – i zniknął w imbryku, zanim Szybki Zenek zdołał zaprotestować.
– Może byśmy coś wrzucili na ząb – spytał nagle drugi dżinn. Szybki Zenek spojrzał na niego wzrokiem, który mógł zniszczyć Gwiazdę Śmierci.
– Dobra, żart taki – mruknął dżinn – i ulotnił się przez dziurkę od klucza.